Fot. Salama Musa

WYCHOWANIE SALAMY MUSY

Rozdział 2

Matka i rodzeństwo

SALAMA MUSA

2022-08-02 09:00

Ojca nie pamiętam. Zmarł w 1889 roku, gdy miałem niespełna dwa lata. Ale atmosfera mojego domu w dzieciństwie była przepełniona pamięcią o nim. Matka nazywała rok jego śmierci „czarnym rokiem”, a jego garnitur przez kilka lat wisiał na ścianie tak samo jak w dniu jego śmierci. Nawet wykrochmalona koszula ze sztywnym kołnierzykiem pozostała na miejscu. Słyszałem też historie o nim. Przez około dwadzieścia miesięcy po jego śmierci pobieraliśmy jego zaległą pensję. Oraz oczywiście rentę. Na tej podstawie czytelnik może wyobrazić sobie skalę bankructwa, w jakie popadł rząd; opóźnienia w wypłacaniu pensji urzędników sięgały roku lub dwóch. W konsekwencji szerzyło się łapownictwo. Mój ojciec pracował na stanowisku „szefa archiwum w dystrykcie Asz-Szarkijja”. Mimo iż jego pensja nie przekraczała siedmiu i pół funta, w chwili śmierci pozostawił nam ponad sto feddanów ziemi. Średnia cena feddana wynosiła w tamtych latach dziesięć lub dwadzieścia funtów.

Widziałem umowę sprzedaży około siedemdziesięciu feddanów należącą do mojego dziadka (z ok. 1840 r.). Zainteresowanie rejenta koncentrowało się w niej wokół narzędzi rolniczych, takich jak pług czy cep, oraz opisu zwierząt gospodarskich, od krów, poprzez bawoły, po osły. Bardziej niż wokół ziemi, której poświęcił zaledwie trzy linijki, podczas gdy tym pierwszym ponad czterdzieści czy pięćdziesiąt linijek.

Pług zaprzęgnięty w wielbłądy | 1880-90

Noszenie garniuturów w stylu europejskim było w tamtych latach – czyli przed śmiercią mojego ojca – nowością wśród urzędników. Popularny garnitur nazywano „marynarką stambulską”. Miała czarny kolor i była czymś pomiędzy surdutem a bondżurką. Słyszeliśmy historie o pierwszych próbach zrzucania starych ubrań i wkładania garniturów europejskich. Stanowiło to temat do żartów.

Dzieciństwo za naszych czasów było przyjemniejsze, choć mniej dalekowzroczne niż obecnie, gdyż spędzaliśmy je w Az-Zakazik i na wsi. W Az-Zakazik nie było jeszcze tego niebezpiecznego i hałaśliwego ruchu, który widzi się obecnie w Kairze. Spokojnie je przemierzaliśmy lub wychodziliśmy na sąsiednie pola; jednak nie było tam nic, co przyciągałoby naszą uwagę i pobudzało nas do dalszego eksplorowania.

Pamiętam, że gdy miałem cztery czy pięć lat w kanale przed naszym domem utonął młody człowiek imieniem Zughban. Gdy wyciągnięto jego ciało, ujrzałem młodego mężczyznę niosącego je na ramionach. Za nim postępowała grupa mężczyzn i kobiet krzyczących w szoku.  Zughban przemienił się w ducha lub demona, który powracał w ciemności i straszył nas, a matki opowiadały o nim swoim niegrzecznym dzieciom, żeby je uciszyć. Miało to miejsce około 1892 roku. Gdy w 1945 roku, czyli 53 lata później, szedłem nad tym kanałem, usłyszałem jak jedna z matek straszyła nim swoje dziecko. Oto lekcja wyjaśniająca źródło przesądów.

Kanał Al-Isma'ilijja w Az-Zakazik | 1919

Matka mieszkała ze mną do 1916 roku, kiedy to zmarła w wieku siedemdziesięciu trzech lat. Była kobietą religijną. Gdy jako dziecko byłem chory, bardziej interesowała ją modlitwa i inwokacje do Boga niż skonsultowanie się z lekarzem. Dzieciństwo przechodziłem w czarnych ubraniach, dźwigając ciężar zaklęć utrudniających swobodny ruch. Ba, wciąż mam w uszach ślad po dziurce, w której zawieszono mi kolczyk, aby stworzyć złudzenie, że nie jestem chłopcem, lecz dziewczynką i by ustrzec mnie w ten sposób przed „złym okiem”. Przeczytawszy „Łaskawą ziemię” Pearla Bucka, przekonałem się, że ta sama mentalność panuje u Chińczyków; matka w tej opowieści mówi o swoim synu tak, jakby był dziewczynką, aby bogowie nie sprowadzili na niego „złego oka”. Wartość mężczyzny przewyższała wartość kobiety im bardziej zdegradowany był jej status. Dlatego chłopcy w takich miejscach jak Chiny, Indie czy Egipt mieli – i nadal w dużej mierze mają – wysoką pozycję, uprzywilejowaną w stosunku do swoich sióstr. I wszystkie egipskie matki, które urodziły się przed stu laty, niczym się od siebie nie różnią. Reprezentują ten sam typ pod względem analfabetyzmu, wiary w przesądy, respektowania tradycji i noszenia hidżabu. Ale nawet jeśli brak im było światła, nie brakowało im dobroci. Powszechne obecnie ambicje finansowe nie były znane w takim stopniu jak dziś. Podobnie jak przechwalanie się meblami, ubraniami czy dobytkiem. Nie pamiętam ani razu, by matka jadła samotnie – zawsze spożywała z nią posiłek jakaś biedna kobieta.

Matka pozostawiła we mnie wspomnienie czułości, które wciąż do mnie powraca i napełnia mnie bolesną radością. Pamiętam, jak zachorowałem w dzieciństwie i wierciłem się w gorączce. Gdy co pewien czas się budziłem, widziałem jak matka siedziała obok i modliła się, sama zapominając o śnie. Była także naiwnie przesądna. Gdy żegnałem się z nią przed wyjazdem do liceum do Kairu, po wyjściu za drzwi wołała mnie i nalegała, żebym wszedł do domu jeszcze raz na znak bezpiecznego powrotu z podróży. Przed śmiercią najbardziej naciskała na to, żebym się ożenił. Dlatego siedząc obok panny młodej w dniu mojego ślubu w 1923 roku, siedem lat po jej śmierci, przypomniałem sobie o jej napominaniach i nieobecności. Przez moje ciało przebegł dreszcz, a z oczu popłynęły łzy, których nie odważyłem się obetrzeć. Panna młoda powiedziała mi kilka dni później, że niektórzy goście weselni mówili, że płakałem.

"Koptyjska matka" | Carl Haag (1820-1915)

Jestem najmłodszym z mojego rodzeństwa; nie wspominam o dwóch siostrach w domu, ponieważ wyszły za mąż zanim zacząłem kojarzyć fakty. Pamiętam tylko, że jeździliśmy z mamą do miejsca, z którego pochodziła – w Mit Ghamr – z prezentami w postaci owiec, indyków, owoców i przetworów. Wszystko to przewoziliśmy ze sobą wozami, ponieważ między Az-Zakazik a Mit Ghamr nie było torów kolejowych. Przypuszczam, że miało to miejsce pomiędzy rokiem 1891 a 1895.

Zachowałem świeże wspomnienie o Mit Gahmr, ponieważ przybywały tam galeony z Aten, Izmiru czy Bejrutu. Galeony to żaglowce z około dziesięcioma lub więcej żaglami, które przemierzały Morze Śródziemne, a następnie Nil, docierając do Damietty, Mansury, Mit Ghamr, Banhy i Kairu. Przywoziły wszelkie towary z Turcji, Grecji i Libanu i cumowały na brzegu, a my dzieci podchodziliśmy do nich z tłumem dorosłych i kupowaliśmy wyroby, suszone owoce i chałwę. Sprzedawano tam prawie wszystko, nawet greckie ubranka dla dzieci w kolorze czerwonym, żółtym i zielonym. Przybycie jednego z takich galeonów przypominało święto; całe miasto udawało się do niego pospiesznie i nabywało potrzebne rzeczy, więc ulice tętniły życiem.

Żaglowiec w Mit Ghamr | 1915

Jeśli chodzi o trzecią z moich sióstr, nie pamiętam jej w domu. Przypominam sobie natomiast harmider weselny, który utkwił mi w pamięci z powodu muzyki, lampionów i namiotów wypełniających ulicę przed domem. Pozostawały rozstawione przez około 7 dni lub dłużej, a my bawiliśmy się i przesiadywaliśmy w nich do późna.

W domu pamiętam moją młodszą – czwartą – siostrę, przed jej ślubem. Zaprowadzała mnie do kuttaby, a potem przychodziła po mnie w porze odbierania i zabierała z powrotem. Przez lata mieliśmy bliski kontakt, dopóki nie wyszła za mąż i nas nie opuściła. Wydaje mi się, że nadużyłem tej zażyłości. Pewnego dnia stanąłem na ulicy przed domem i zawołałem ją po imieniu, żeby mnie wpuściła. Wiem tylko, że drzwi otworzyły się, a ona rzuciła się na mnie, ponieważ upubliczniłem jej imię. Nasze domy pozostawały skryte za zasłoną; wymienianie imion dziewcząt oraz odsłanianie przez nie twarzy były zabronione. Sądzę, że zamykano ją w domu od dziesiątego roku życia i hidżab stanął na drodze jej edukacji. W Az-Zakazik istniała szkoła koptyjska dla dziewcząt, ale zacofanie społeczeństwa uniemożliwiało korzystanie z niej. Dlatego też żadna z moich sióstr nie odebrała edukacji i mniej więcej od dziesiątego roku życia pozostawały zamknięte.

Dworzec kolejowy w Mit Ghamr | 1918

Zażyłość z lat mojego dzieciństwa pomiędzy mną a moją młodszą siostrą przetrwała w formie miłości i przyjaźni do dnia jej śmierci w 1944 roku. Czuwałem przy niej, gdy cierpiąc na dusznicę bolesną, zmagała się ze śmiercią, dopóki nie zapadła w długi sen. Pamiętam te bolesne chwile, gdy przygotowywała się do ceremonii zaślubin. Nie uświadamiałem sobie, że mnie opuści; gwar wesela przepełniał mnie radością. A ona chwytała mnie, gdy przebiegałem koło niej z hałasem, i przytulała, ciężko łapiąc oddech i szlochając. Do dnia jej śmierci odwiedzaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu.

W egipskim kręgu rodzinnym panuje harmonia i miłość, które zepsuć mogą tylko ambicje finansowe jednego z członków. Ale czasami zwycięża wspaniałomyślność. Mój ojciec był urzędnikiem w dystrykcie Asz-Szarkijja. Istniało tam prawo zabraniające urzędnikowi kupowania ziemi w dystrykcie, w którym pracował, aby zapobiec wykorzystywaniu swojego urzędu i autorytetu dla własnej korzyści. Ojciec kupował więc ziemię, a następnie rejestrował ją na nazwisko jednego ze swoich dzieci. Gdy zmarł, większość naszej ziemi była zarejestrowana na dwie najstarsze córki, które wyszły za mąż w Mit Ghamr.

Mit Ghamr | 1919

Ich mężowie byli braćmi, których ojciec, Gabriel Sad Bej, był mężczyzną wspaniałomyślnym. Gdy zobaczył, że większa część bogactwa naszego ojca zostanie wkrótce przekazana żonom jego synów – czyli więcej, niż na to zasługują – odczekał aż moje siostry osiągną dorosłość, a następnie przywiódł je wraz z ich mężami do zrzeczenia się tego na rzecz mnie i mojego brata. Ja miałem trzy lub cztery lata, a mój brat siedem lub osiem. Wiele lat później usłyszałem od matki, że ten wspaniałomyślny mężczyzna niestrudzenie napominał swoich synów, dopóki nie zmusił ich do zgody. To oczywiste, że w naszych czasach podobna wspaniałomyślność jest rzadkością. Wówczas także musiało tak być; był to więc człowiek wielce łaskawy, którego rodzina została szczodrze obdarowana potomstwem. Prawie wszystkim powodziło pod względem finansowym i zawodowym.

Ci, którzy są zadowoleni z obecnego systemu społecznego w naszym społeczeństwie opartym na modelu własnościowym, często wspominają o rodzinie i o tym, że system ją wspiera. I choć nie rozbija on rodzin i nie stawia nienawiści w miejsce miłości wśród ich członków, prowadzi do sporów finansowych. Rzadko można spotkać zamożną lub średnio zamożną rodzinę, w której nie toczyłby się konflikt wokół pieniędzy pomiędzy jej członkami z powodu chciwości jednego z nich czy chęci wzbogacenia się kosztem innych. Te konflikty – rzucające się cieniem na wzajemne stosunki – nie oszczędziły także naszej rodziny. Gdybyśmy żyli w systemie socjalistycznym czy w społeczeństwie opartym na współdziałaniu a nie na modelu własnościowym, nie byłoby miejsca na konflikty, które niemalże zawładnęły dziś rodzinami.

Mith Ghamr | 1924

Jeden lepszy od drugiego lub chciwość jednego w stosunku do drugiego. Wszystko to są aspiracje finansowe, których nie byłyby, gdyby od dzieciństwa nie uczono nas, że to jest moje, a to twoje. I że muszę cię prześcignąć w zabawie, w pracy, w szkole i społeczeństwie. Mówi się, że duch przebiegłości pobudza męskość, choć w rzeczywistości prowadzi on do wrogości, zgryźliwości i nienawiści. Moja młodsza siostra była nękana a nawet jawnie okradziona przez niektórych członków naszej rodziny. Sprawca tej kradzieży nie poczuwał się do bycia przestępcą. Wręcz przeciwnie, chwalił się, że duch konkurencyjności – ten duch posiadania, w którym jesteśmy wychowywani – naznaczył go tą mentalnością. Wszyscy w różnym stopniu jesteśmy zanurzeni w tym zepsuciu. Dlatego rzadko spotyka się tak wielkodusznego człowieka, jak wspomniany przeze mnie Gabriel Sad Bej, który wystąpił przeciwko duchowi posiadania i domagał się dobra nie tylko dla swoich dzieci.

Wszystkie rodziny egipskie są dotknięte niezgodą spowodowaną ambicjami albo sporami finansowymi wokół dziedziczenia, testamentu czy darowizn. Znałem rodziny, w których spór pomiędzy braćmi trwał przez blisko dekadę. Rozbijały się one po sądach krajowych i mieszanych, gdyż jedno z rodzeństwa zwracało się do awanturniczego cudzoziemca, którego wynajmowano celem wykłócania się, wskutek czego sprawy przenosiły się z sądów krajowych do mieszanych i trafiały do Aleksandrii. Postępując w ten sposób, zaprzestawano wzajemnych wizyt, co doprowadzało do wymazywania więzi braterskich. W konsekwencji członkowie rodziny stawali się swoimi wrogami żądnymi krwi drugiego. Prawie nie istnieją rodziny, w których nie występowałyby podobne spory, chyba że nie doszło w nich do dziedziczenia nieruchomości.

Az-Zakazik | 1911

Znałem pewną rodzinę muzułmańską w pobliżu naszego majątku, której ojciec pozostawił spadkobiercom ponad 150 feddanów, a następnie uczynił z nich darowiznę i na jej nadzorcę wyznaczył najstarszego syna. Po czym wybuchł spór pomiędzy spadkobiercami, których było więcej niż dziesięciu. Nadzorca nie mógł zrobić nic innego, jak tylko wydzierżawić całą darowiznę Grekowi lub Włochowi, który przybył, by samodzielnie uprawiać tę ziemię. Wówczas spadkobiercy zaczęli go upraszać, by ten oddał im pół ardaba kukurydzy lub pszenicy, albo funta lub dwa.

Znałem innego bogatego człowieka, który „sprzedał” swoją ziemię spadkobiercom. Celem tej sprzedaży była jedynie chęć wyróżnienia jednych kosztem innych. Sprzedaż była oczywiście formalna. Wierzył, że ziemia pozostanie do jego dyspozycji aż do jego śmierci. Ale kiedy udał się do swojej posiadłości – po jej sprzedaniu – by sprzedać bawełnę, wyszedł mu na spotkanie zarządca i poinformował go, że nic już nie posiada, ponieważ jego syn, który „nabył” od niego ziemię, zabrania mu ingerowania w jej sprawy. Mężczyznę ogarnął bezbrzeżny smutek, wskutek czego zapadł na udar i zmarł w przeciągu niecałych dwóch miesięcy.

Dni mojego dzieciństwa spędzałem w towarzystwie brata, który był ode mnie o cztery lata starszy. Uważałem go za bohatera ze względu na jego śmiałość i brawurę. Razem uczęszczaliśmy do kuttaby chrześcijańskiej, a potem muzułmańskiej; ja następnie wróciłem do chrześcijańskiej. Wyszedłem z tych trzech szkółek po trzech lub czterech latach, nie potrafiąc przeczytać dobrze ani jednej linijki. Nauczyłem się za to na pamięć kilku chrześcijańskich modlitw i niektórych rozdziałów Koranu. Czytać zacząłem dopiero po wstąpieniu do szkoły podstawowej założonej przez Koptyjskie Towarzystwo Dobroczynne w Az-Zakazik.

Kuttaba w Kairze | l. 70. XIX w.

Mój brat był pierwszym chłopcem po czterech dziewczynkach. Pamiętam niektóre z jego wybryków. Założył na przykład w Az-Zakazik bandę, do której wstąpiłem. Ali asz-Szamsi „Pasza” założył inną bandę. Pewnego dnia banda Alego asz-Szamsiego zaszła nas i spuściła nam baty z powodu kłótni, która zaszła pomiedzy nim a moim bratem. My jednak zwabiliśmy potem Alego asz-Szamsiego na odległą drogę na północ od Az-Zakazik, po czym tak bardzo go poharataliśmy przy pomocy kijów i kamieni, że wrócił chory.

Jego ojciec Amin asz-Szamsi Pasza znał naszą rodzinę z uwagi na dawną przyjaźń pomiędzy nim a moim ojcem. Zawsze gdy przechodziłem koło jego domu, całowałem go w rękę, a on pytał jak się miewamy. W latach 1890-1900 trafił na czarną listę u rządzących, ponieważ był zwolennikiem Urabiego podczas rewolucji 1882 roku. Oznaczało to, że dołączył do ruchu narodowego przeciwko chedywowi Taufikowi, nie bacząc na to, iż sam był pochodzenia czerkieskiego. Konflikt między Urabim a chedywem był – w dużej mierze – konfliktem pomiędzy Egipcjanami jednej strony, a Turkami i Czerkiesami z drugiej. Mimo to Amin asz-Szamsi Pasza rozumiał słuszność egipskich żądań i przyłączył się do zwolenników Urabiego.

Kiedy byłem w Anglii w 1908 roku, wysłałem mu list z propozycją założenia szkoły kształcącej synów fellahów pracujących na jego i naszej ziemi. Sąsiadowaliśmy ze sobą, ponieważ jego majątek należał do mojego dziadka. Zresztą nadal nosi jego imię „Kafr Sujaman”. Podobny list wysłałem do starszych członków naszej rodziny, ale tylko ich to rozbawiło; świadomość edukacyjna w Egipcie była jeszcze w powijakach. Mój list był niczym innym, jak pokłosiem kontaktów z kręgami kulturalnymi Londynu dostrzegającymi wartość edukacji.

Mój dziadek sprzedał Kafr Sulajman Asz-Szamsiemu Paszy blisko 15 lat przed moimi narodzinami – około 1872 roku. Gdy dorastałem, posługiwałem się jeszcze na jego określenie terminem „Stary kafr”. Był  oddalony o około kilometr od naszego nowego majątku. Gdy byłem dzieckiem, odwiedzałem go z krewnymi, którzy pokazali mi dom czy szopę nazywaną „Domem niewolników”, w której  przetrzymywano na noc w zamknięciu niewolników, żeby nie uciekli.

Kafr Sulajman Musa dziś

Naturalnie za moich czasów nie było niewolnictwa ani niewolników, jednak wspomnienie o nich było bliskie. Jako dziecko straszono mnie słowem „Faradż”, czyli imieniem niewolnika, który zmarł w jednym z pokojów naszego domu. Ale pamięć o nim pozostała; stanowił postrach, który przeszedł z moich braci na mnie. Widziałem również dwie czarne kobiety: jedna nazywała się Kab al-Chajr, a druga Zahra. Były naszymi sąsiadkami, które objęła ustawa emancypacyjna. Mimo to nie przestawały nas odwiedzać. Jedna z nich spędzała w naszym domu miesiące nawet po odejściu od męża, powierzając mojej matce pertraktacje pokojowe z nim, gdy wrócił na jej prośbę.

Pomiędzy mną a moim bratem było około czterech lat różnicy, dlatego nie łączyła nas więź koleżeństwa. Znalazłem ją u mojego kuzyna w moim wieku o imieniu Michail. Byliśmy kolegami jako dzieci, potem chłopcy, a następnie jako młodzi mężczyźni. Z lat dzieciństwa wyraźnie pamiętam faraońskie miasto Bubastis. Odwiedzałem je z moim kuzynem, kiedy jeszcze stały w nim domy. Pokoje w niektórych z nich nadal zachowały swojską atmosferę, a na piętrze wciąż widoczne były ślady po czarnym dymie lampy. Wąskie uliczki pomiędzy domami były przejezdne. Stały tam także dziesiątki kamiennych posągów. Ale ich ogromna wartość historyczna nie przeszkodziła Anglikom w zdewastowaniu miasta. Pozwolili fellahom na zabranie resztek na pola i wykorzystanie ich jako nawózu „z niewiernych”.

Posągi w Bubastis | 1889

Michail mieszkał w sąsiednim domu, więc nie rozstaliśmy się przez całe dnie. To jemu przypisuję moje zamiłowanie do kultury. Od lat chłopięcych kochał poezję. Wyrażał się elekwentnie, a ja byłem tym zachwycony. Kupowaliśmy gazetę „Al-Mu’ajjid” i razem ją czytaliśmy. Pewnego razu zabraliśmy się nawet za pisanie dramatu, którego bohaterem był król opowiadający na scenie sen, który potem się spełniał. Ale nie wytrwaliśmy do końca i przerwaliśmy pisanie w połowie pierwszego aktu.

Ja potem kontynuowałem naukę, a on z niej zrezygnował. Ale tylko formalnie. Gdy go spotykam, nadal dostrzegam jego zainteresowanie kierunkami w literaturze; co więcej, znajduję w nim inteligentnego krytyka. Ktokolwiek by na niego nie spojrzał, nie dałby mu więcej niż czterdzieści lat, mimo że ma nie mniej niż 59 albo 60. Niektórzy przypisują ten młody wygląd jego przyjemnemu życiu, które miało i nadal ma wpływ na wszystkie zainteresowania. Pozostawaliśmy przyjaciółmi przez okres nauki w szkole podstawowej. Potem nasze drogi się rozeszły. On dostał pracę, a ja poszedłem do szkoły średniej w Kairze. Ale w czasie wakacji bylismy nierozłączni. W radość i zadumę wprawił mnie mój krewny, gospodarz, gdy przed dwoma laty odwiedził mnie w Kairze i zobaczył stosy książek dokoła. Obejrzał je, potem westchnął i powiedział: „Co za haniebny zwyczaj wpoił ci ten przeklęty Michail, twój kuzyn”. Mówił prawdę. Widział nas razem w latach 1901-04, jak obsesyjnie czytaliśmy i uczyliśmy się. Uznawał to wyłącznie za stratę czasu, rozumu i pieniędzy.

Koptyjski skryba | koniec XIX w.

Przyjaźń pomiędzy mną a Michailem wciąż żyje w mojej pamięci. Nie miałem potem przyjaciela, z którym łączyłaby mnie tak błyskotliwa i pouczająca przyjaźń i z którym byłbym tak bardzo zżyty. Z wyjątkiem Azmiego ad-Duwajriego, którego poznałem w 1930, a straciłem w 1944. Na początku naszej przyjaźni był nieobyty w sprawach kultury –  czytał arabskie książki i świecił przyćmionym blaskiem. Ale gdy zapoznał się z europejskimi autorami i zanurzył w nowych europejskich doktrynach politycznych, rozświetlił nimi swój umysł i zaczął wyróżniać się intelektem na światowym poziomie. To nowe światło ściągnęło na niego prześladowania ze strony policji politycznej, na którą nie zważał. Przypominałem mu często jego dawny podziw dla kiczowatych pisarzy posługujących się ozdobnym stylem, a potem jego pogardę w stosunku do nich, co bardzo go śmieszyło. Prawda jest taka, że poznawszy literaturę europejską, stał się przeciwnikiem tej pierwszej, uznającym jej istnienie za przeszkodę dla naszego kulturalnego i politycznego rozwoju. Myślę, że jest to dobry sprawdzian dla wszystkich, którzy przechodzą od literatury arabskiej do europejskiej – czytając ją nieprzetłumaczoną, w oryginalnych językach. Śmierć Azmiego pozostawiła we mnie wielki, niedający się ugasić ból.

Widziałem, jak moje siostry kolejno odchodziły. Gdy się jest w podeszłym wieku, śmierć traci siłę rażenia; ostatnia podróż w długą noc przebiega gładko, a ona nadchodzi oczekiwana. Ale jedną z moich sióstr zaskoczyła ona, gdy były jeszcze na początku szóstej lub siódmej dekady życia. Jej wpływ i piętno, jakie odcisnęła na sercu i umyśle wprawiły nas w odrętwienie, niczym koszmar przebudzenia. Jednakże lata – za pomocą alchemii czasu – odmieniają nieszczęścia. Gdy wspominam moje siostry teraz, czuję smutek, ale czynię to z czułością i delikatnością, nie z bólem i złością.

Ostatnie fot. Salamy Musy

Teraz mogę przejść do omówienia osób w naszej rodzinie wyróżniających się zarówno pod względem cnoty, jak i występku. Mają one obecnie ponad pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat. Kiedy wracam pamięcią do czasów dzieciństwa i pierwotnych warunków środowiskowych, które wpłynęły na ich szczęście lub niedolę, znajduję w nich wystarczające uzasadnienie dla ich obecnego zachowania. I mogę powiedzieć w świetle tego, co wiem o ich życiorysach, czasem nawet intymnych, że pierwszym nieszczęściem, jakiego doznaje człowiek w swoim życiu, jest rozpieszczanie, a drugim opresja. Wszyscy w naszej rodzinie, którzy byli w dzieciństwie rozpieszczani lub zetknęli się z opresją, zostali zepsuci. „Zepsucie” nie oznacza w tym przypadku niemożności osiągnięcia czegokolwiek ani nawet odnoszenia zwykłych zwycięstw w życiowych zmaganiach. Mam na myśli zepsucie społeczne, które bliskie jest zbrodni skrywającej się za szczęśliwym z pozoru życiem; psychopatyczny charakter, opisany przez mojego przyjaciela dr Sabriego Girgisa w jego książce, przejawia się w naszej rodzinie u wszystkich tych, którzy byli rozpieszczani lub doświadczyli opresji. Opresja mogła polegać na tym, że macocha źle obchodziła się z synem swojego męża i dyskryminowała go w stosunku do własnych dzieci, co nauczyło go przebiegłości, złośliwości, kłamstwa i krętactwa; dorósłwszy w tej moralności, w ten sposób podchodzi teraz do społeczeństwa. Mam w pamięci inną macochę, która traktowała mojego siostrzeńca, doktora Rizkallaha Musę z Talchy (miasto w Delcie Nilu) bezstronnie, z życzliwością i miłością, przez co wyrósł na świętego. Na myśl przychodzi mi także inny 65-latek, który był rozpieszczany przez rodziców. Gdy dorósł, jego życie było jednym wielkim przestępstwem. Za to ci, którzy zaznali w dzieciństwie bezstronności i sprawiedliwości w wychowaniu, są nadal – na stare lata – uosobieniem dobroci i wzniosłej wrażliwości społecznej


BIBLIOTEKA POLSK0-ARABSKA