SERIA „EGIPT MÓWI O SOBIE”:

3. PAUZA PRZED UPADKIEM
Z zapisków egipskiego intelektualisty (1952–1982)

Ala ad-Dib

Oto liryczna, osobista opowieść o degradacji egipskiego życia publicznego – o jego powolnym przeobrażaniu się w okaleczoną, duszną i bezładną przestrzeń, wypełnioną lokalną odmianą „człowieka pospolitego”. Jedyną obroną przed zacofaniem jest pamięć. Pamięć jednej z ikon pokolenia lat sześćdziesiątych w literaturze egipskiej – epoki załamania się „wielkiego snu o wolności” – prowadzi nas od młodości pisarza u schyłku kolonializmu i zarania socjalistycznej rewolucji Wolnych Oficerów, przez klęskę wojny sześciodniowej, po zamach na prezydenta Sadata.
 
Na ogólniejszym planie zapiski Ad-Diba wyjaśniają często nierozpoznane w zachodnim dyskursie powiązania między szeroko rozumianą lewicą a islamem politycznym – naturalnej niejako ścieżki prowadzącej od quasi-religijnego utożsamienia się z hasłami antyimperialistycznej rewolucji do systemowego wtłaczania młodego człowieka w hierarchiczną strukturę organizacji islamistycznej. Proces ten zaowocował paradoksalną na pierwszy rzut oka sytuacją: oba fronty – obejmujące zarówno rewolucjonistów, jak i zwolenników tożsamościowego zwrotu islamistycznego w wydaniu Bractwa Muzułmańskiego, wspieranego z kolei przez demokratyczny Zachód pod hasłami walki z komunizmem – stały się narzędziami, które zamiast wyzwolenia przyniosły erozję etosu inteligencji i doprowadziły do neoliberalnego chaosu.
 
Ad-Dib nie tłumaczy się ani tym bardziej nie wyrzeka swoich przekonań, wyciąga jedynie z depozytorium pamięci kolejne rozczarowania i klęski, by z pełną uczciwością opisać drogę nad krawędź urwiska, jaką przebył egipski intelektualista na przestrzeni trzech dekad, między rokiem 1952 a 1982.

Przedmowy do wydania polskiego : Jasir Abd al-Latif i Ibrahm Isa

Z języka arabskiego przełożyła: Agnieszka
Piotrowska

Redakcja i korekta: Jerzy Cierniak

Projekt okładki, redakcja techniczna i skład: Halina Piotrowska

Grafiki: Ihab Szakir, Adam Hunajn i Gamal Kamil

Gabinet pisarza w jego domu w Al-Ma'adi. Nad biurkiem obraz Pietera Breugla "Zabawy dziecięce", grudzień 2025.

O AUTORZE

Ala ad-Dib (1939–2016) – urodził się w Kairze, w dzielnicy Al-Ma’adi. W 1960 roku ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Kairskiego. Przez wiele lat pracował w tygodniku „Sabah al-Chajr”, gdzie w słynnej rubryce literackiej „Asir al-kutub prezentował egipskim i arabskim czytelnikom najciekawsze tytuły i wydarzenia ze świata literatury. Jego teksty wciąż są publikowane w kolejnych zbiorach, m.in. przez renomowane egipskie wydawnictwo Dar asz-Szuruk.

Jest autorem pięciu powieści – Zahr al-lajmun [Kwiat cytryny, 1978], trylogii: Atfal bila dumu [Dzieci bez łez, 1979], Kamar ala al-mustanka [Księżyc nad bagnem, 1993], Ujun al-banafsadż [Fiołkowe oczy, 1999] oraz Ajjam wardijja [Różowe dni, 2002]. Spod jego pióra wyszły również zbiory opowiadań: Al-Kahira [Kair, 1964], Sabah al-guma [Piątkowy poranek, 1970] i Al-Musafir al-abadi [Wieczny podróżnik, 1999]. Przetłumaczył na arabski utwory Samuela Becketta, Henry’ego Millera, Petera Weissa, Ingmara Bergmana oraz Lao Tsego. Przygotował arabskie dialogi do filmu Szadiego Abd as-Salama Al-Mumja [Mumia, 1969]. Pauza przed upadkiem. Z zapisków egipskiego intelektualisty 1952–1982 (1995) uznawana jest za jedną z najlepszych arabskich książek autobiograficznych. W 2001 roku otrzymał Państwową Nagrodę Honorową za całokształt twórczości.

DATA PREMIERY   styczeń 2026

ISBN  978-83-958832-3-1

ROZMIAR   130 x 210mm

LICZBA STRON   124

TYTUŁ ORYGINAŁU   Wakfa kabla al-munhadar. Min aurak al-musakkaf al-misri (1952–82)

WYDAWCA   Biblioteka Polsko-Arabska

Zacofanie nie jest tylko ubóstwem. Jest tworem na kształt ośmiornicy, zrodzonym w ciemnocie z biedy i ignorancji, żyjącym w bezmyślności i głupocie. Karmi się nieudolnością i ciasnotą umysłu. Jest dla mnie żywą materią, z którą mocuję się w każdej chwili mojego istnienia – w domu, w pracy, na ulicy, w twarzach, w emocjach, przy rogatkach miast i pod mostami, w relacjach z ludźmi, w miłości. W tym, co czytam i czym się zajmuję. W tym, co mnie zadowala i co odrzucam.

Gdybym tylko potrafił wynaleźć sobie wroga, byłoby nim właśnie to zniewolenie Starym Kontynentem. Oto ja – stoję przed nią nagi. Oni mnie ubierają, uczą wymowy, uczą, jak jeść i pić. Nie mam wyjścia! Przyjaciel pochwalił mnie kiedyś: „Ty naprawdę jesteś jednym z niewielu, którzy mają pojęcie o europejskim życiu kulturalnym”. Uśmiechnąłem się. Nie wiedział, że dotknął głębokiej rany.

Jedyną nagrodą dla pisarza jest radość obserwowania, jak jego słowa przeobrażają się w realne byty na papierze. Wielokrotnie widziałem, jak moje słowa stawały się tworami zdeformowanymi i poronionymi, jak okaleczone płody.

Wszelka kultura i swoista elastyczność, którą mieli w sercach Egipcjanie, tutaj, w krajach Zatoki, gdzie była ropa, zmieniała się w okrutne grubiaństwo. Paląca, impulsywna żądza pieniądza przemieniała człowieka w inną istotę. Zawsze trzeba było wynajdywać jakąś szybką, oczywistą wymówkę dla tej obcości i beznadziei.

Cenzor, który we mnie siedzi, jest trudny do opisania. To dziwna mieszanka oficera, radykalnego szajcha i ortodoksyjnego duchownego. Grubego kija i bata, żołnierza Korpusu Wielbłądziego[1] z sudańskim korbaczem[2], nieudolnego patrolowca i agenta wywiadu przebranego w palto i galabiję lub skrywającego się za Ray Banami z ciemnymi szkłami i złotą oprawką. To cenzor o stu głowach, oczach i ramionach, który oddala mnie od samego siebie, od ludzi i od ziemi. To cenzor, u którego początek zdania różni się od jego końca. Cenzuruje mnie oczami przyjaciół, którzy już nie są moimi przyjaciółmi. Lub poprzez znajomych, którzy kiedyś podzielali moje opinie, a następnie poróżnili się ze mną bez żadnej dyskusji, wydając wyrok: „Zmieniłeś się”

Na uniwersytecie byłem świadkiem „historycznej zmiany”. Odebrałem naukę na wydziale prawa z rąk ostatniego pokolenia wielkich profesorów. Obserwowałem także narodziny „małych nauczycieli’”, którzy prześcigali się w drukowaniu streszczeń i kupczeniu wiedzą. Prawo powoli traciło swój zasadniczy charakter źródła odniesienia dla ministrów, polityków i wybitnych osobistości, stając się fabryką pomniejszych adwokatów i urzędników sądowych.

Słowo „rewolucja” zostało „znacjonalizowane”, zanim zaznało prawdziwej wolności w duszach. Nie znam słowa, które silniej poruszałoby ludzkie serca niż „rewolucja”, oznaczająca zdolność do zmiany, entuzjazm, wyrazistość celu i posiadanie środków do czynu oraz wolność, by się na niego porwać. Jednakże rewolucje szybko zmieniają się w „systemy”, „aparaty” i „interesy”.

W czerwcu nasza armia poszła na wojnę. I nie wróciła. Na niebie nad placem At-Tahrir wybuchły fajerwerki i petardy. Zabawa, która zaczęła się nagle
i równie szybko zgasła. Siedziałem z przyjacielem po ciemku na chodniku, łapiąc oddech. Na ekranie telewizora Naser ogłaszał klęskę. I wycofanie się.

Ulice nie mogły tego unieść. Domy również. Ludzie zamieszkiwali w grobowcach – bezsilni, z ciężkim sumieniem. Chodziłem tam. Opuszczałem główną ulicę i lądowałem pośrodku gromady ludzi z Port Saidu, mieszkającej na Wschodnim Cmentarzu Kairu. Można tam było dostać wszystko, nawet śmiech, który gasł, zanim zdążył dotrzeć do uszu. Pleniły się dziwne formy bogactwa i dobrobytu, jakby żywiły się śmiercią. A wraz z nimi nowe rodzaje smaku, sumienia i wartości. Opanowywały ulice, rozlewały się po mieście, wypełniały bazary.

Nie relacjonuję historii, lecz pamiętam. Pamiętam po to, by wytropić w sobie korzenie tego bolesnego rozdwojenia, w którym od tamtej pory żyłem i przez które cierpiałem. Wielkie zwycięstwo, które wtedy – jak nam się zdawało – urzeczywistniliśmy, było w istocie początkiem. Początkiem pułapki, która przemieniła mnie w pusty bęben.

To rozdwojenie to moja indywidualna sprawa. Nie obarczam za nie winą państwa ani systemu. To było moje przeznaczenie, mój los. Bo wolność tłumiono zbyt długo. Każdy system tak postępuje. Każda rewolucja i każde państwo. Ale za wypaczenia, które się dokonały, odpowiedzialny jest „intelektualista”. To on skrywa się za własnym upadkiem. Jego niezdolność do wypełnienia swojej roli.

Ludzie powiadają, że „każdy dzień ma swojego diabła”. Diabeł tych wszystkich dni pracował ciężko i z mozołem, by marzenia i działania nie zostały spełnione. By ludzi pochłonęła walka na śmierć i życie. Byś dochodził kresu dnia wycieńczony i zdruzgotany, nie osiągnąwszy niczego. Zmieniły się sens słów, twarze ludzi i linie horyzontu miast i wsi. Zmieniły się głos i echo. To, co widoczne, i to, co ukryte, do ostatka. Zmiana jest prawem wszechświata, ale uważam, że wcześniej nie zachodziła z taką brutalnością, szybkością i grozą. A ponadto – czy jest to zmiana na lepsze?

Dziś wszystkich nas oskarża się o niekompetencję, brak sprytu i przebiegłości. O głupie, powierzchowne myślenie o narodzie, ziemi ojczystej i podobnie bezużytecznych ideałach. Cierpimy na degradację wszystkiego: przemysłu, rzemiosła, bezpieczeństwa, jakości pracy i większości wartości. Wszyscy cierpimy z tego powodu i słowami bronimy ich istnienia. Przegrani obrońcy zagrabionych obszarów.

2. ŚLADAMI INAJAT
Iman Mirsal

Śladami Inajat zdobyła Nagrodę Literacką Szajcha Zajida SZBA 2021 dla najlepszej książki arabskiej.

Na początku lat pięćdziesiątych dwudziestego stulecia na ulicy Kasr an-Nil w centrum Kairu przed witrynami sklepów z modną odzieżą widywano dwie nastolatki; jedna z nich była oszałamiająco piękną blondynką, druga – brunetką; duet niczym Marilyn Monroe i Jane Russell w filmie Mężczyźni wolą blondynki… Po kilku latach blondynka stanie się prawdziwą gwiazdą filmową, znaną pod pseudonimem „Nadia Lutfi”, a jej biografia stanie się elementem wielkiej historii egipskiej kinematografii. Ale gdzie się podziała jej smagła przyjaciółka?

Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy Lutfi wycofała się z grania głównych ról, pewna poetka, spacerując ulicami egipskiej stolicy, pozbawionej już blasku „złotego wieku”, znalazła na jednym z ulicznych stoisk ze starymi książkami opublikowaną ponad ćwierć wieku wcześniej powieść zatytułowaną Miłość i milczenie autorstwa pisarki nazwiskiem Inajat az-Zajjat, o której nigdy wcześniej nie słyszała. Otrzepała tom z kurzu i nabyła go. Następnie dowiedziała się, że Inajat, która popełniła samobójstwo przed opublikowaniem jej jedynego dzieła, była wieloletnią przyjaciółką Lutfi. Dwadzieścia lat później młoda kobieta z Kairu zostanie wybitną poetką i profesorką literatury arabskiej na jednym z kanadyjskich uniwersytetów, ale towarzyszyć jej będzie wciąż ta sama stara książka – i obsesja na punkcie buntowniczego ducha jej autorki, która w kwiecie młodości odebrała sobie życie. Obsesja natrętna, niczym zawoalowana groźba, stawiająca przed poetką pytanie o punkt zwrotny, który doprowadził Inajat do desperackiego czynu.

W Śladami Inajat – swojej nowej przygodzie twórczej – Iman Mirsal podąża za wyjątkowym projektem literackim, nagle przerwanym z uwagi na niesprawiedliwość świata otaczającego jego autorkę, prowadząc – niczym detektyw – badania terenowe, kwerendy w archiwach sądowych i prasowych, a także rozmowy z krewnymi Inajat i jej znajomymi, zwłaszcza z Nadią Lutfi, i przy zastosowaniu narracji łączącej techniki śledcze z powieściowymi. Podróż, w którą Mirsal zabiera czytelnika, służy przywróceniu naturalnych – nie zawsze radosnych – barw wielu małym historiom, ukazaniu w prawdziwym świetle „złotego wieku” historii Egiptu, pogrążonego w czarno-białej nostalgii. 

Wstęp do wydania polskiego : Jasir Abd al-Latif

Z języka arabskiego przełożyła: Agnieszka Piotrowska

 

O AUTORCE

Iman Mirsal – egipska poetka, pisarka, badaczka akademicka i tłumaczka. Urodziła się w 1966 roku w północnej Delcie Nilu, w 1999 roku wyemigrowała do Kanady. W 2019 roku ukazała się jej pierwsza książka prozatorska w języku arabskim, Śladami Inajat. W 2021 roku zdobyła za nią – jako pierwsza kobieta – prestiżową Nagrodę Literacką Szajcha Zajida. Opublikowała pięć tomików poezji – najnowszy, Al-Ataba [Próg], otrzymał w 2023 roku National Translation Award, ponadto w tym samym roku był także nominowany do Griffin Poetry Prize. Mirsal jest również autorką książki Kajfa talta’im: an al-umuma wa aszbahiha [Jak naprawić: o macierzyństwie i jego duchach] (2017), w której wykorzystując dzienniki, lektury i fotografie, snuje nową narrację o macierzyństwie. Jej utwory były publikowane w „The Paris Review”, „The New York Review of Books” i „The Nation”. Pracuje jako adiunktka literatury arabskiej na Uniwersytecie Alberty w kanadyjskim Edmontonie.

DATA PREMIERY   grudzień 2023

ISBN  978-83-958832-2-4

ROZMIAR  150 x 210mm

LICZBA STRON   250

TYTUŁ ORYGINAŁU   Fi asar Inajat az-Zajjat

WYDAWCA   Biblioteka Polsko-Arabska

NAKŁAD   700 egz.

Stojąc na balkonie, przypomniałam sobie moją nostalgię za dawnym Kairem. Za kopułą uniwersytetu, klubami, spokojnymi okolicznymi parkami, kabrioletami, telefonami stacjonarnymi, krótkimi sukienkami i przyjęciami koktajlowymi. To także tęsknota moich ciotek, pragnących zostać filmowymi bohaterkami. Musiały żyć z tym uczuciem, zanim nie pogrzebały go dzieci, praca i hidżab. Filmy oferowały inną geografię, alternatywne życie z jego dramatycznymi losami: miasto lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zagubione zbuntowane dziewczęta spisujące swoje dzienniki w zeszytach w róże, zakochujące się w niewłaściwych mężczyznach – starszych, biedniejszych lub bogatszych. Z tajemnicami, które inni ujawnią przed końcem. A mężczyźni zaprzysięgli dystans – wyjeżdżają do pracy w Górnym Egipcie lub na studia do Europy, łatwo wierzą w plotki, przez co cierpią ich ukochane, i czasem giną na wojnach. Filmy były oknem na miłość, nieszczęście i karę. Kara zawsze nadchodziła – jeśli nie ze strony społeczeństwa, to z nieba.

Uznałam, że powieść Latify az-Zajjat Otwarte drzwi (1960) należy wpisać w koncepcję Edwarda Saida, traktującą o decydującym wpływie, jaki poszczególni autorzy wywierają na zbiorowe archiwum, którego tożsamość w przeciwnym razie pozostaje anonimowa i które tworzy zestaw wzajemnie odnoszących się do siebie tekstów. Ale cichy głos Inajat, który nie przemawia do mas, głos tajemniczy, posępny, wahający się, niepewny, przypominający dobiegający zza ściany lament, który zboczył z drogi poezji i być może to właśnie poezja mogła go ocalić od śmierci – ten głos wydał mi się egzotyczny na tle tej grupy tekstów, w tym i Otwartych drzwi. Co więcej, wydawał się nieznany i bez wpływu na to, co napisano po nim, tak jakby nikt go nie usłyszał.

Myślałam o tym, jak dużą rolę w tamtym czasie odgrywał zbieg okoliczności. Losy dawnych gwiazd na ekranie i poza nim mogły zaskakująco łatwo obrócić się w sławę lub śmierć. Jak gdyby opatrzność była w tamtych dniach rozkapryszonym nastolatkiem bawiającym się „pokoleniem przełomu” – pomiędzy przyjęciami koktajlowymi, zmianami społecznymi, wydawnictwem Al-Kaumijja i „artystycznym frontem” Nasera.

Niemiecka szkoła w Bab al-Luk – w której Inajat uczyła się w czasie II wojny światowej – nie została zamknięta, a sanatorium działało bez przeszkód. Po wojnie w jego ogrodzie w niedzielne popołudnia spotykali się niektórzy katoliccy żołnierze i oficerowie alianccy z Polski, Republiki Południowej Afryki i Australii. Siostry częstowały ich herbatą i ciastkami, a oni spędzali wieczory na rozmowie. Co więcej, pozwolono tam leczyć niektórych rannych jeńców wojennych z Niemiec. Angielscy księża rozdawali im jedzenie, ubrania i książki. Dwóch utalentowanych wojskowych namalowało na szybach kwiaty i ptaki, które do tej pory można zobaczyć z ulicy.

Obróciłam się ponownie w stronę Inajat. Jusra wyciągnęła rękę z paczką chusteczek higienicznych. Uświadomiłam sobie, że płaczę, a moja klatka piersiowa i szyja są wilgotne. Tak naprawdę nie płakałam z żalu. Stałam przed jej tablicą nagrobną i była to najszczęśliwsza chwila w historii naszej relacji. Grób nie był nowym szczegółem umożliwiającym mi ujrzenie w wyobraźni jej niespełnionych marzeń, cierpienia i bólu – był jedynym miejscem, w którym była naprawdę.

Niemcy przebywający w Kairze i Aleksandrii podzielili się. Większość z nich popierała jedną z potężnych zagranicznych gałęzi Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP). Jednakże Ludwig Keimer był antynazistą. Poszedł nawet krok dalej, odrzucając swoją ojczyznę i jej kulturę: zmienił imię na Louis i unikał używania języka niemieckiego, posługując się prawie wyłącznie francuskim.

Jedną z najwyrazistszych cech nihilizmu archiwum jest to, że jego fizyczna nieobecność lub lekceważące odnoszenie się do niego pomimo jego istnienia pozwala odtwarzać w nieskończoność to, co powiedzieli inni, bez sprawdzania i kwestionowania. Zjawisko to określa się mianem „kultury bezkrytycznego powielania informacji”, ale myślę, że każda definicja tego typu działania powinna zawierać przymiotnik „nihilistyczny” lub „rozpaczliwy”. To rozpacz wywołana stanem badań i wiedzy.

Inajat została zatrudniona w bibliotece Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w 1959 roku, trzy miesiące po opuszczeniu domu małżeńskiego. W rzeczywistości podanie o pracę złożyla jeszcze przed rozstaniem z mężem, dołączając do niego adres swojej siostry, aby móc zadecydować o kolejnym kroku. Brak akceptacji małżonka dla jej aktywności zawodowej był kroplą, która przelała czarę goryczy, lub deską ratunkową, której chwyciła się tonąca kobieta, by ostatecznie razem z nią pójść na dno.

To jeszcze nie koniec tej historii, choć na stole leżą tylko autorki współczesne Inajat az-Zajjat i jej poprzedniczki. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem tu po to, aby udowodnić, że istnieją „arabskie pisarki” lub „dobre arabskie pisarki”. Za każdym razem, gdy czytam opracowanie, które próbuje forsować tego rodzaju sądy, dostaję mdłości. Nie zamierzam także wygłaszać mowy na temat każdej z was z osobna – byłby to raczej wykład akademicki niż upamiętnienie rocznicy. Chcę wam opowiedzieć historię – wydaje się to bardziej uczciwe, skoro przeczytałam wasze opowieści. Jak już mówiłam, dzisiaj jest 3 stycznia 2019 roku, pięćdziesiąta szósta rocznica dnia, w którym jedna z was stwierdziła, że „życie jest nie do zniesienia”. Pozwólcie, że najpierw zapalę świeczkę ku jej pamięci.

1. EGIPCJANKA
Wspomnienia Hudy Szarawi

W popularnej debacie na temat kultury regionu arabskiego najczęściej spotykamy się z dwiema skrajnymi opiniami: krytycy islamu utożsamiają ją z łamaniem praw kobiet, obrońcy zaś  opowiadają się za „prawem” kobiet do zakrywania twarzy. Egipcjanka. Wspomnienia Hudy Szarawi to książka, która niuansuje tę problematykę, wykraczając poza antagonizmy. Ukazuje, jak wyglądało życie kobiet z wyższych sfer u schyłku panowania imperium osmańskiego, jaką rolę odegrały kobiety w odzyskaniu niepodległości przez Egipt i z jaką ofiarnością walczyły o swoje prawa, w tym prawo do równej edukacji, wolnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej, prawa rodzinne itp. Pomimo wielu starań, nie udało im się jednak doprowadzić do zdelegalizowania poligamii.

Huda Szarawi (1879-1947) to jedna z najbardziej rozpoznawalnych emancypantek świata arabskiego, przedstawicielka trzeciego pokolenia arabskich intelektualistów i działaczy społeczno-politycznych przełomu XIX / XX wieku – według klasyfikacji Alberta Houraniego – związanych z nurtem sekularyzmu i egipskiego nacjonalizmu. Książkę powinny przeczytać nie tylko polskie feministki, ale także osoby zainteresowane historią i kulturą Egiptu, wielbiciele Kairu oraz amatorzy literatury autobiograficznej. Nie powinni być również rozczarowani specjaliści od regionu – teksty źródłowe dotyczące rewolucji 1919 roku i okoliczności odzyskania niepodległości przez Egipt, które stanowią część wspomnień, ukazują się w języku polskim po raz pierwszy. Całość poprzedzona jest dwoma wstępami autorstwa lokalnych specjalistów: historyka i publicysty dziennika „Al-Ahram” Ihaba Umara i badaczki z Uniwersytetu Kairskiego, działaczki The Women and Memory Forum, Hali Kamal.

DATA PREMIERY   29 listopada 2020

ISBN  978-83-958832-1-7

ROZMIAR  150 x 210mm

LICZBA STRON   236

TYTUŁ ORYGINAŁU   Muzakkirat Huda Szarawi

WYDAWCA   Biblioteka Polsko-Arabska

NAKŁAD   500 egz.

ekslibris

Nienawidziłam swojej kobiecości, ponieważ odbierała mi przyjemność z nauki i uprawiania sportu, który tak bardzo lubiłam. Stawała także na drodze do wolności, której pragnęłam.

Ileż w tym czasie usłyszeliśmy słów potępienia ze strony samych kobiet, słów dotyczących deklaracji i zasad Kasima Amina, mimo iż były wystosowane w ich interesie. Było tak, ponieważ ukazywał, że są niekompetentne, a to raniło ich dumę. Przypominały niewolnice, którym wręczono dokument nadający im wolność, a one opłakiwały swoją niewolę i kajdany.

Opowiedziała mi poruszającą historię, która obrazuje życie wschodniej kobiety tamtych czasów: Mój mąż udawał się co roku na pielgrzymkę do Mekki i pozostawał tam przez jakiś czas. Dawało mi to do myślenia. Pewnego dnia znalazłam w szufladzie jego biurka list od kobiety, z którego wywnioskowałam, że się z nią ożenił. (…) Wkrótce okazało się, że ma wiele innych żon i dzieci, nawet nie wiedział, ile.

Wielu turystów powraca do swoich krajów z błędnymi wyobrażeniami, gdyż prowadzi się ich  do domów publicznych, wmawiając im często, że są przedstawiani kobietom ze znamienitych rodzin. I potem wracają i wypisują, co im dyktuje ich zbłąkana wyobraźnia i zatęchłe przekonania.

Otwarcie uniwersytetu dokonało się wskutek niesłabnącej wojny pomiędzy lordem Cromerem z jednej strony, a intelektualistami i donatorami z drugiej. Można je uznać za zwycięstwo woli narodu nad wolą kolonizatora, który wszelkimi środkami starał się wznosić przeszkody na drodze do postępu naszego kraju. I działał na rzecz tego, by jego mieszkańcy pozostali w tyle pochodu nauki i wiedzy.

Gdy zaczęłam odwiedzać Paryż, odczułam bolesne konsekwencje tej radykalnej wolności. Sądziłam, że zarówno mały, jak i duży członek tego narodu, niezależnie od warstwy społecznej, z której się wywodzi, ma równie wiele wyczucia i dobrego wychowania. (…) Ale ostatecznie zrozumiałam, że przepychają się w życiu narody odrodzone. To dowód ich przewagi, nawet jeśli jest przejawem egoizmu. Pojęłam też, że tolerancja Wschodu i jego subtelność, mimo kryjących się w nich szlachetności i uprzejmości, są przyczynami zapóźnienia i rozkładu.

 

W tych okolicznościach pasza postanowił wracać do Egiptu przez Włochy. Wyjechaliśmy z Zurichu w piątek, 7 sierpnia 1914 roku. Do Mediolanu dotarliśmy o 5 wieczorem. W nocy sprzedawcy gazet jak sowy pohukujące złowieszczo po dachach domów w spokojną noc wykrzykiwali tytuł „Wiadomości z wojny!”.

Czwartego dnia, gdy w gęstej mgle zbliżaliśmy się do Neapolu, parowiec zwolnił tempa i zaczął wysyłać irytujący ciągły sygnał alarmowy. Odczuliśmy gwałtowne wstrząsy, po których dało się słyszeć krzyk pasażerów trzeciej klasy. Pobiegłam poszukać moich dzieci na relingu, sądziłam bowiem że statek zderzył się z innym. Ujrzałam widmo śmieci. Gdy spojrzałam na morze, zobaczyłam kawałki drewna i unoszące się na powierzchni kapelusze. (…) Pobiegłam po dzieci, by były przy mnie w chwili utonięcia.

Anglicy próbowali zniesławiać naszą rewolucję za granicą. Pewnego dnia ogłosili, że jest ona wymierzona przeciwko cudzoziemcom i ma na celu sprowokowanie światowej opinii publicznej. Innym razem nazwali ją rewolucją muzułmańskiej większości przeciwko innym mniejszościom religijnym. Kłamstwo i niegodziwość rozwścieczyły naszych koptyjskich braci i inne wyznania. Ludzie z różnych odłamów bratali się i gromadzili wspólnie w kościołach, meczetach i świątyniach. Szajchowie brali pod rękę księży lub rabinów przed obiektywami fotografów, by zademnostrować jedność rewolucjonistów przeciwko Anglikom.

A prawda jest taka, że domaganie się praw politycznych przez kobiety nie oznaczało ingerowania w sprawy czysto polityczne i partyjne, tylko uzyskanie prawa do samostanowienia i egzekwowania go tak, by radziły sobie np. w sytuacjach społecznych i ekonomicznych, zwłaszcza tych dotyczących kobiet i dzieci. Zdjęcie hidżabu było jednym z niezbędnych środków prowadzących do celu. Nie wynikało zaś z wielkiej chęci przeciwstawienia się tradycji, popisania się czy rywalizowania z mężczyznami, o co były pomawiane i fałszywie oskarżane.

Nie wyobrażam sobie jak rządy, którym powierzono stanie na straży bezpieczeństwa i moralności publicznej, mogą przyzwalać na istnienie domów publicznych. Na dodatek miejsca te utrudniają spełnienie misji polegającej na popieraniu małżeństw i wspieraniu rodziny w celu zwiększenia liczby mieszkańców, która jest reakcją na kryzys doświadczany na skutek utraty wielu milionów młodych chłopców poległych z honorem podczas I wojny światowej. Chociażby z takich pobudek rządy całego świata (…) powinny je zdelegalizować.

Nie sądzę, że ruch odrodzenia kobiet w tym kraju – pomimo inspirowania się europejskim ruchem feministycznym – musi naśladować go w każdym aspekcie. Każdy kraj ma swoje własne ustawodawstwo i tradycje. Nie wszystko, co dobre dla jednych, będzie dobre dla drugich.

Przez kilka dni mieszkałam u mojej przyjaciółki w Detroit. Nie potrafię opisać jej wyjątkowej gościnności i ciepłego przyjęcia waszych egipskich sióstr. A porządek w jej domu, troska o dzieci, harmonia i szczerość między nią i mężem, które widziałam – wszystko to wystarczyło, by wymazać z mojej pamięci to, co słyszałam o lekkomyślności lewicowych Amerykanek. Zrozumiałam, że tajemnicą amerykańskiego ładu jest poszanowanie kobiety dla samej siebie i ze strony mężczyzn, uznanie obowiązku przez nich oboje i znajdowanie się rzeczy na właściwym miejscu. Kiedy, moje panie, dopisze nam szczęście i wykonamy te same kroki, które wykonały te rozwinięte narody?

O TŁUMACZCE

Agnieszka Piotrowska jest tłumaczką literatury polskiej i arabskiej, doktorem nauk humanistycznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w zakresie literaturoznawstwa, założycielką Biblioteki Polsko-Arabskiej, stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wyszehradzkich Rezydencji Literackich, Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kultury, mieszka w Egipcie.