EGIPCJANKA
Wspomnienia Hudy Szarawi

W popularnej debacie na temat kultury regionu arabskiego najczęściej spotykamy się z dwiema skrajnymi opiniami: krytycy islamu utożsamiają ją z łamaniem praw kobiet, obrońcy zaś  opowiadają się za „prawem” kobiet do zakrywania twarzy. Egipcjanka. Wspomnienia Hudy Szarawi to książka, która urealnia tę problematykę, wykraczając poza antagonizmy. Ukazuje, jak wyglądało życie kobiet z wyższych sfer u schyłku panowania imperium osmańskiego, jaką rolę odegrały kobiety w odzyskaniu niepodległości przez Egipt i z jaką ofiarnością walczyły o swoje prawa, w tym prawo do równej edukacji, wolnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej, prawa rodzinne itp. Pomimo wielu starań, nie udało im się jednak doprowadzić do zdelegalizowania poligamii.

Huda Szarawi (1879-1947) to jedna z najbardziej rozpoznawalnych emancypantek świata arabskiego, przedstawicielka 3 pokolenia arabskich intelektualistów i działaczy społeczno-politycznych przełomu XIX / XX wieku – według klasyfikacji Alberta Houraniego – związanych z nurtem sekularyzmu i egipskiego nacjonalizmu. Książkę powinny przeczytać nie tylko polskie feministki, ale także osoby zainteresowane historią i kulturą Egiptu, wielbiciele Kairu oraz amatorzy literatury autobiograficznej. Nie powinni być również rozczarowani specjaliści od regionu – teksty źródłowe dotyczące rewolucji 1919 roku i okoliczności odzyskania niepodległości przez Egipt, które stanowią część wspomnień, ukazują się w języku polskim po raz pierwszy. Całość poprzedzona jest 2 wstępami autorstwa lokalnych specjalistów: historyka i publicysty dziennika „Al-Ahram” Ihaba Umara i badaczki z Uniwersytetu Kairskiego, działaczki The Women and Memory Forum, Hali Kamal.

DATA PREMIERY   29 listopada 2020

ISBN  978-83-958832-1-7

ROZMIAR  150 x 210mm

LICZBA STRON   236

TYTUŁ ORYGINAŁU   Muzakkirat Huda Szarawi

WYDAWCA   Biblioteka Polsko-Arabska

NAKŁAD   500 egz.

ekslibris

Nienawidziłam swojej kobiecości, ponieważ odbierała mi przyjemność z nauki i uprawiania sportu, który tak bardzo lubiłam. Stawała także na drodze do wolności, której pragnęłam.

Ileż w tym czasie usłyszeliśmy słów potępienia ze strony samych kobiet, słów dotyczących deklaracji i zasad Kasima Amina, mimo iż były wystosowane w ich interesie. Było tak, ponieważ ukazywał, że są niekompetentne, a to raniło ich dumę. Przypominały niewolnice, którym wręczono dokument nadający im wolność, a one opłakiwały swoją niewolę i kajdany.

Opowiedziała mi poruszającą historię, która obrazuje życie wschodniej kobiety tamtych czasów: Mój mąż udawał się co roku na pielgrzymkę do Mekki i pozostawał tam przez jakiś czas. Dawało mi to do myślenia. Pewnego dnia znalazłam w szufladzie jego biurka list od kobiety, z którego wywnioskowałam, że się z nią ożenił. (…) Wkrótce okazało się, że ma wiele innych żon i dzieci, nawet nie wiedział, ile.

Wielu turystów powraca do swoich krajów z błędnymi wyobrażeniami, gdyż prowadzi się ich  do domów publicznych, wmawiając im często, że są przedstawiani kobietom ze znamienitych rodzin. I potem wracają i wypisują, co im dyktuje ich zbłąkana wyobraźnia i zatęchłe przekonania.

Otwarcie uniwersytetu dokonało się wskutek niesłabnącej wojny pomiędzy lordem Cromerem z jednej strony, a intelektualistami i donatorami z drugiej. Można je uznać za zwycięstwo woli narodu nad wolą kolonizatora, który wszelkimi środkami starał się wznosić przeszkody na drodze do postępu naszego kraju. I działał na rzecz tego, by jego mieszkańcy pozostali w tyle pochodu nauki i wiedzy.

Gdy zaczęłam odwiedzać Paryż, odczułam bolesne konsekwencje tej radykalnej wolności. Sądziłam, że zarówno mały, jak i duży członek tego narodu, niezależnie od warstwy społecznej, z której się wywodzi, ma równie wiele wyczucia i dobrego wychowania. (…) Ale ostatecznie zrozumiałam, że przepychają się w życiu narody odrodzone. To dowód ich przewagi, nawet jeśli jest przejawem egoizmu. Pojęłam też, że tolerancja Wschodu i jego subtelność, mimo kryjących się w nich szlachetności i uprzejmości, są przyczynami zapóźnienia i rozkładu.

 

W tych okolicznościach pasza postanowił wracać do Egiptu przez Włochy. Wyjechaliśmy z Zurichu w piątek, 7 sierpnia 1914 roku. Do Mediolanu dotarliśmy o 5 wieczorem. W nocy sprzedawcy gazet jak sowy pohukujące złowieszczo po dachach domów w spokojną noc wykrzykiwali tytuł „Wiadomości z wojny!”.

Czwartego dnia, gdy w gęstej mgle zbliżaliśmy się do Neapolu, parowiec zwolnił tempa i zaczął wysyłać irytujący ciągły sygnał alarmowy. Odczuliśmy gwałtowne wstrząsy, po których dało się słyszeć krzyk pasażerów trzeciej klasy. Pobiegłam poszukać moich dzieci na relingu, sądziłam bowiem że statek zderzył się z innym. Ujrzałam widmo śmieci. Gdy spojrzałam na morze, zobaczyłam kawałki drewna i unoszące się na powierzchni kapelusze. (…) Pobiegłam po dzieci, by były przy mnie w chwili utonięcia.

Anglicy próbowali zniesławiać naszą rewolucję za granicą. Pewnego dnia ogłosili, że jest ona wymierzona przeciwko cudzoziemcom i ma na celu sprowokowanie światowej opinii publicznej. Innym razem nazwali ją rewolucją muzułmańskiej większości przeciwko innym mniejszościom religijnym. Kłamstwo i niegodziwość rozwścieczyły naszych koptyjskich braci i inne wyznania. Ludzie z różnych odłamów bratali się i gromadzili wspólnie w kościołach, meczetach i świątyniach. Szajchowie brali pod rękę księży lub rabinów przed obiektywami fotografów, by zademnostrować jedność rewolucjonistów przeciwko Anglikom.

A prawda jest taka, że domaganie się praw politycznych przez kobiety nie oznaczało ingerowania w sprawy czysto polityczne i partyjne, tylko uzyskanie prawa do samostanowienia i egzekwowania go tak, by radziły sobie np. w sytuacjach społecznych i ekonomicznych, zwłaszcza tych dotyczących kobiet i dzieci. Zdjęcie hidżabu było jednym z niezbędnych środków prowadzących do celu. Nie wynikało zaś z wielkiej chęci przeciwstawienia się tradycji, popisania się czy rywalizowania z mężczyznami, o co były pomawiane i fałszywie oskarżane.

Nie wyobrażam sobie jak rządy, którym powierzono stanie na straży bezpieczeństwa i moralności publicznej, mogą przyzwalać na istnienie domów publicznych. Na dodatek miejsca te utrudniają spełnienie misji polegającej na popieraniu małżeństw i wspieraniu rodziny w celu zwiększenia liczby mieszkańców, która jest reakcją na kryzys doświadczany na skutek utraty wielu milionów młodych chłopców poległych z honorem podczas I wojny światowej. Chociażby z takich pobudek rządy całego świata (…) powinny je zdelegalizować.

Nie sądzę, że ruch odrodzenia kobiet w tym kraju – pomimo inspirowania się europejskim ruchem feministycznym – musi naśladować go w każdym aspekcie. Każdy kraj ma swoje własne ustawodawstwo i tradycje. Nie wszystko, co dobre dla jednych, będzie dobre dla drugich.

Przez kilka dni mieszkałam u mojej przyjaciółki w Detroit. Nie potrafię opisać jej wyjątkowej gościnności i ciepłego przyjęcia waszych egipskich sióstr. A porządek w jej domu, troska o dzieci, harmonia i szczerość między nią i mężem, które widziałam – wszystko to wystarczyło, by wymazać z mojej pamięci to, co słyszałam o lekkomyślności lewicowych Amerykanek. Zrozumiałam, że tajemnicą amerykańskiego ładu jest poszanowanie kobiety dla samej siebie i ze strony mężczyzn, uznanie obowiązku przez nich oboje i znajdowanie się rzeczy na właściwym miejscu. Kiedy, moje panie, dopisze nam szczęście i wykonamy te same kroki, które wykonały te rozwinięte narody?

O TŁUMACZCE

Agnieszka Piotrowska jest tłumaczką literatury polskiej i arabskiej, doktorem nauk humanistycznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w zakresie literaturoznawstwa, założycielką Biblioteki Polsko-Arabskiej, stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wyszehradzkich Rezydencji Literackich, Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kultury, mieszka w Egipcie.

s html) -->